Poczytania 2016 czyli zadania dla urozmaicania czytania :)
Jak zaczynać Nowy Rok, to z przytupem, więc postanowiłam urozmaicić wybór lektur w 2016 roku i podjąć się autorskiego wyzwania (brzmi dumnie! ;)), które zostało stworzone we współpracy z moimi domownikami. 🙂
Prezentuje się następująco:
Zakazany owoc ciemności, czyli o „Erebosie” Ursuli Poznanski
Na końcu wszyscy umieramy. To dziwne, że większość ludzi robi tyle szumu wokół tego, czy dzieje się to wcześniej czy później. Czas płynie jak woda, a my razem z nim, niezależnie od tego, jak bardzo chcielibyśmy płynąć pod prąd.
Nazywasz się Nick, Nick Dunmore. Jesteś nastolatkiem, który lubi koszykówkę, metal i ostatnimi czasy Emily. Pewnie próbowałbyś jakoś do niej podbijać, gdyby nie ostatnie wydarzenia, które Cię zastanawiają… Continue reading →
Czy przepadł w stogu hiszpańskiego siana? – czyli o „Zupełnie niespodziewanym zniknięciu Atticusa Craftsmana”

Mamen Sanchez „Zupełnie niespodziewane zniknięcie Atticusa Craftsmana”
– Not in the hałs, mister – powie mu przez telefon, kiedy zacznie świtać. – Not trupa in the hałs.
Jak pięć rodzajów czcionek w tytule, tak pięć różnych kobiet zasiadało w hiszpańskiej redakcji „Librarte”, którą przyleciał zamknąć dandys Atticus Craftsman, niosąc ze sobą miłosny pięcioksiąg (Duras, Lawrence, Miller, Nabokov, Sade), a także zapas angielskiego earl greya. Lecz…
Pokaż Rosjaninie co masz w karabinie, czyli o „Monsunie” Wiesława Pasławskiego
„Monsun” jest drugą (po „Szynkadeli”) książką samoopublikowaną przez Wiesława Pasławskiego. Miała być sensacją i swoją wartką akcją zmieść z powierzchni Ziemi jeden z moich długich jesienno-zimowych wieczorów. Coś jednak poszło nie tak, bo otrzymaliśmy zbiorek trzech opowiadań a’la science fiction, a może nawet trącający dystopią, przez który nie dało się tak szybko i przyjemnie przebrnąć, choć liczy zaledwie 164 strony…
Zbrodnicze warkoczyki Franza, czyli o „Rytuale zbrodni”

Andreas Franz „Rytuał zbrodni” (I tom serii)
Jakaś staruszka ciągnęła na spacer jamnika. Idylla, ale tylko na pierwszy rzut oka, bo rzeczywistość była zwodnicza. Jak spokojna woda, pod którą kryje się niebezpieczna paszcza krokodyla.
Obcięta pierś, złamana kość łonowa, pustka w oczodołach, gwałt dokonywany na konających nastoletnich blondynkach, ślady po ugryzieniach na wargach sromowych i na nieobciętej piersi. Seryjny morderca zadbał o każdy szczegół swojego rytuału, łącznie z warkoczykami, które wyplatał ofiarom i przewiązywał wstążeczką… Zbrodnia zajmowała mu około dziesięciu minut. Przerażające? Obrzydliwe? Brutalne? Owszem, a groza jest tym większa, że książka oparta jest na faktach z 1969 roku…
Niezwykle smaczny romantyczny pączek, czyli „Romeo Romeo” Robin Kaye

Robin Kaye „Romeo Romeo”
O tym, że pączki kuszą (nie tylko w tłusty czwartek), przekonał się chyba niejeden słodkolubny ludek. Dobrze wysmażone mają chrupiącą skórkę, a prawdziwa marmolada z róży jest nie tylko smacznym „farszem”, lecz również afrodyzjakiem, który zapachem przyciąga spragnionych frykasa klientów. Hmm, ale jak to ma się do książki, którą właśnie przeczytałam? Otóż doszłam do wniosku, że romansidła są jak pączki: chociaż wiesz, że są przewidywalne i jedyne czym mogą cię zaskoczyć, to polewa (okładka) lub nadzienie (mniej lub bardziej wyraziste), to wciąż zajadasz się nimi z przyjemnością.
Gdzie Licho nie śpi, króliki harcują, czyli o „Dożywociu” Marty Kisiel

Marta Kisiel „Dożywocie”
Nadzieja jednak, jak powszechnie wiadomo, słynie z tego, że matkuje osobom, którym natura poskąpiła inteligencji, braki nadrabiając naiwnością.
Natchniona „Dożywociem”
nietypową ślę recenzję…
Po co posty prozą pisać
skoro ma się rym jak frezje? 😉
Na co dzień i do poduszki, lepsze niż z kompotu gruszki – czyli „Najpiękniejsze opowiadania dla dziewczynek”
Kiedy człowiek staje przed odwiecznym dylematem, co kupić małemu szkrabowi, gdy ten świętuje swoje urodziny, czy też nadarza się inna okazja, która dobiera się nam do portfela, wtedy mamy tylko dwie opcje: nie pojawić się na rozdaniu tortowym lub… nabyć książkę! 🙂 Tylko jak w morzu najbarwniejszych, najlepiej wydanych pozycji znaleźć perełkę, zadowalającą zarówno malucha, jak i czytającego rodzica-zucha?
Zwichrowane serca i umysły, czyli Boglar serwuje „Lot nad Pawilonem X”

Krystyna Boglar „Lot nad Pawilonem X”
Książkę „Lot nad Pawilonem X” dostałam na czternaste urodziny. Byłam wtedy w fazie niezwykle wyczulonej na wątki romantyczne w książkach (do tej pory serducho mi się cieszy i uważam to za atut, kiedy w lekturze/filmie pojawi się historia miłosna :)), zaczytywałam się w serii „Nie dla mamy, nie dla taty, lecz dla każdej małolaty” wzdychając i wzruszając się losami prezentowanych w tych książkach bohaterów. Powracam do tej lektury mając prawie dwa razy tyle lat. Jak ją odebrałam teraz?
Sutanna i popielaty róż, czyli „Ptaki ciernistych krzewów” McCullough

Colleen McCullough „Ptaki ciernistych krzewów”
Sami stwarzamy własne ciernie, nigdy ani przez chwilę nie zastanawiając się nad kosztami. Pozostaje nam cierpienie i wmawianie sobie, że warto było.
Na pierwszy rzut oka: romansidło, no może nieco bardziej pikantne, bo rzecz dotyczy księdza, a nie jakiegoś chłystka, łotrzyka, czy innego umorusanego niesympatycznym błotem kawalera. Dobrze, że okiem można rzucać wielokrotnie, bo to zdecydowanie nie jest li tylko historia miłosna, ale przede wszystkim opowieść o trudnych wyborach, o decyzjach, które wyściełają życie różami, zwłaszcza tymi gęsto upstrzonymi kolcami…
„Przeminęło z wiatrem”, czyli o czym Scarlett pomyśli jutro…
Nic na świecie nie może nas zwyciężyć, ale potrafimy pokonać się sami, zbyt mocno tęskniąc za czymś, czego nigdy już nie będziemy mieć. I pamiętając zbyt dużo.
Są w życiu takie książki, których tytuły są znane, ba! często nawet zaliczane do klasyki, ale jakoś tak ciągle nie jest nam z nimi po drodze. Obawiamy się ilości stron, archaicznego języka (bo trudno oczekiwać po książce wydanej w 1936 roku, slangu młodzieży z XXI wieku ), nużącego tła historycznego, przereklamowanego romansu, który na pewno będzie ociekał taką ilością przesłodzonego lukru, aż skutecznie rozgrzeje serca romantycznych duszyczek. Czytając opinię, patrząc na wysokie noty, myślałam sobie dokładnie tak samo o „Przeminęło z wiatrem” i zadawałam sobie pytanie: „co też w sobie może mieć ta książka, że tak o niej trąbią? Za co ona łapie po dziesięć gwiazdek? Dlaczego postać Scarlett O’Hary jest tak znana w literaturze, skoro tylko romansowała?”. Kiedy skończyłam czytać tę obszerną lekturę, jedno co cisnęło mi się na usta, choć może nie jest to grzeczne określenie, brzmiało: „cholera! Jakie to było pieruńsko dobre!”
Gdy nie ma dzieci w… galaktyce, to jesteśmy niegrzeczni – czyli Jeffrey Brown o tacie Vaderze
Uwaga! SPOILERY! Opinia zawiera ich na pewno sporo, więc Człek nieznający „Star Warsów” (chociażby w filmowej odsłonie), czyta na własną odpowiedzialność odjęcia sobie niespodzianek, którymi zaatakowałoby go Imperium. 😉