Don Bartek z Pognębina i jego walka z Francuzami, czyli Sienkiewicz dla dzieci

Henryk Sienkiewicz „Bartek zwycięzca”

Mam w planach ruszyć z „Quo vadis”, zanim jednak sięgnę po to obszerne dzieło, postanowiłam zaserwować sobie sienkiewiczowską rozgrzewkę i coś z założenia łatwiej przyswajalnego, czyli sięgnąć po literaturę dziecięcą. I tak oto wśród roju pszczół wyruszyłam z domu na przygodę z „Bartkiem zwycięzcą”…

Nieznany gość w żołdackim sercu, litość, krzyczy mu w uszy: „Bartku! Ratuj swoich!”

Bartek Słowik był prostym chłopem z Pognębina. Dorobił się gospodarstwa, żony Magdy, syna i długów. Wysłano go do walki z Francuzami, ale kto te „Francuzy” Słowik nie wiedział, ino słyszał, że to „gorsze Niemcy”. Kazali walczyć, to walczył u boku pruskich żołnierzy. Zdobywał medale, myślał, że będzie paniskiem jak powróci do wsi. Sławny się stał, w swoim mniemaniu, ale poważania u sąsiadów nawet po kielichu nie zdobył. Długi rosły, Bartek coraz częściej zaglądał do kieliszka, a wpływy zaborców były coraz większe. Kiedy przyszła okazja do zmiany, zestrachany Słowik znów zadziałał pod niemieckie dyktando, co skończyć się dobrze nie mogło zarówno dla niego, jak i jego rodziny.

Gdybym tę książkę przeczytała w dzieciństwie, bez jakiś szerszych kontekstów i nie mając wszczepionej choć szczypty wiedzy historycznej, wyciągnęłabym z niej kilka myśli: pierwsza – Niemcy są źli, druga – mieszkańcy wsi to totalne tępaki. Nie wiem, czy dostrzegłabym, że ludziom pod zaborami ciężko, że muszą pożyczać kasę nawet od wroga, byle tylko jakoś wiązać koniec z końcem i co dzień do lustra powtarzać sobie: „byle do zbiorów!”. Nie wiem, czy psioczyłabym na arystokratę, który po przegranych wyborach wypiął pupę na wieśniaków i wyniósł się za granicę, żeby dalej opływać w dostatki. Ba! Nawet nie wiem, czy doceniłabym komiczno-tragiczną postać Bartka, tę ironię w tytule, a także pewne nutki szyderstwa w treści książki. Wątpię, chociaż bystre było ze mnie dziecię.

Zastanawiałam się, czy istnieje coś, co przekona mnie do utworów Sienkiewicza. Czy jakaś jego książka porwie mnie i przemówi do mojego serca, wzbudzając refleksje i będzie tak wspaniała, że ze wzruszeniem będę do niej wracać? Może z góry wmówiłam sobie, że Sienkiewicza nie lubię i kropka, więc nie wiem jaki Zwycięzca musiałby się z tą uparcie pielęgnowaną od lat szkolnych myślą zmierzyć. Tę lekturą także pan Henryk u mnie nie zaplusował… Będziemy jeszcze próbować, wszak sporo utworów w sienkiewiczowskim dorobku.

 

Książka bierze udział w wyzwaniach:

  czyli wydana co najmniej dwa razy (2)

 

WYBRANE DZIEŁO WYBITNEGO AUTORA

 

  • Tej książki nie czytałam, za to trylogie i Quo Vadis owszem, po kilka razy. Ja Sienkiewicza uwielbiam 🙂 może Ty też przy innej książce się do niego przekonasz;)

    • Nigdy nie mówię „nigdy”, więc może i mnie uda się z czasem polubić Sienkiewicza. 🙂
      Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Nie słyszałam o tej książce, ale inne książki Sienkiewicza bardzo lubię . Może kiedyś się skuszę.

    • Mam nadzieję, że z czasem i ja przekonam do jego twórczości. 🙂
      Serdecznie pozdrawiam 🙂

  • Mam w planach „Quo Vadis” i czekam na lepszy moment, co by się za nią wziąć. Przyznam, że słyszałam jednak o niej dobre opinie, chociaż „Krzyżakami” tak mnie Sienkiewicz zraził do swej prozy, że jest ciężko.

    • Mnie niestety też Sienkiewicz zraził „Potopem” zwłaszcza, kiedy kazano nam go czytać w tempie ekspresowym… Liczę, że „Quo vadis” okaże się zarówno dla Ciebie, jak i dla mnie dziełem, za które będziemy chciały pamiętać Sienkiewicza. 🙂
      Uściski! 🙂

  • Oj ten nasz poczciwy chłopina o nazwisku Sienkiewicz! Cóż go skłaniało do pisania tak nieprzyswajalnych tekstów? Nie pamiętam, czy czytałam o „Bartku zwycięzcy”, ale ten przekaz trochę mnie martwi, szczególnie ten, który mogłoby odebrać dziecko… Przyznaję, że cieszę się, że punkt wyzwania mam za sobą, a na jego realizację wybrałam zbiór ballad i bajek. Patrząc twórczość autora, z którą miałam do czynienia, tylko „Quo Vadis” było dla mnie perełką, taką, do której mogłabym wrócić spokojnie, którą czytałam z przyjemnością, ale i dużym przejęciem. Mam nadzieję, że ta lektura będzie dla Ciebie większą radością.
    Pozdrawiam serdecznie! 🙂

    • Mnie się czasem wydaje, że jego dzieła trafiają w gusta ludzi, którzy lubią historię, na lekcjach jak i poza nimi chłonęli dzieje Polski i nie tylko, więc miło im się czyta te podprogowe i inne zawoalowane przekazy i symboliki sienkiewiczowskie, których ja nie dostrzegam. Chcę przeczytać „Quo vadis”, bo mam nadzieję, że będzie to książka, która okaże się nie tylko Twoją perełką. Przekonamy się, czy to nie tylko pobożne życzenia. 😉
      Buziaki! :*

    • Mam nadzieję, że dostrzec urok „Quo Vadis” będzie łatwiej i przede wszystkim będzie to dla Ciebie emocjonalna wyprawa w zupełnie inny świat. Opisy walk z bykami i z lwami przed tak dużą widownią potrafią zrobić ogromne wrażenie.

  • takijestswiat.blogspot.com

    Rodzinnych milusińskich poszukam tej książki 🙂

  • Czytałam tę książkę, ale nie pamiętam jakie wrażenie na mnie zrobiła. Z pewnością mi się podobała, ale jak bardzo? Ja lubię twórczość Sienkiewicza. ,,Krzyżacy” to moja ulubiona lektura szkolna … Quo Vadis już troszkę mniej, ale też lubię.

    • Skoro tak wielu dookoła zwolenników Sienkiewicza, to będę musiała jeszcze dawać mu szansę. Piernik wie, może z czasem się przekonam do jego twórczości. 🙂
      Serdecznie pozdrawiam 🙂

  • Ha! Tobie też ciężko wchodzi Sienkiewicz? Mi też! Jest w wyzwaniu Miłki i szczerze mówiąc nie wiem jak podołam. To będzie wielka, potężna, głośna walka 🙂 ale no cóż, mam nadzieję, że będzie warto! O Bartusiu powiastkę sobie odpuszczę, bo to raczej nie moje klimaty 😀
    Ścisk!

    • Nie ukrywam, że ten punkt w Miłkowym wyzwaniu jest punktem najtrudniejszym do zrealizowania. Bo o ile będę chować się pod kołdrę czytając erotyk, to z Sienkiewiczem ciągle te randki jakieś takie łykowate. 😛 Może ten „Quo vadis”… będę się jeszcze z Heńkiem umawiać. 😉
      Buzi! :*

    • Mam nadzieję, że to spotkanie się powiedzie, ponieważ majaczy również przede mną i dobrze by było, gdyby nie wymagało ode mnie zmuszania się :D. Pamiętam jak próbowałam przeczytać „Potop” i dostawałam drgawek tylko otwierając książkę. Okropieństwo! Za to, co za trafny cytat podała mi moja mówiąc, że krytycy określają tę książkę jako „bieg z przeszkodami do ołtarza”. Strzał w dziesiątkę moim zdaniem 🙂
      Cium!