Na tropie legendy, czyli „Tajemnica Baskerville’ów” Doyle’a

"Pies Baskerville'ów"

Arthur Conan Doyle „Pies Baskerville’ów”

Nadeszła wiekopomna chwila! Mogę sobie w CV książkoholika wpisać, że WRESZCIE przeczytałam o przygodach Holmesa. To „wreszcie” nie oznacza dłużącej się lektury, ale spychanie poznania tego pykającego fajkę detektywa na dalszy plan. Zdecydowane pierwsze miejsce bowiem zajmuje u mnie postać Herkulesa Poirota, następnie Philipa Marlowa, więc Sherlock musiał się przepychać łokciami, żeby gdzieś się w tej czołówce kryminalnych klasyków uplasować. Myślę, że bardzo pomogły mu upały i wolnelektury.pl , gdzie książka w formie e-booka dostępna jest za darmo.

Nie ma tak złego mężczyzny, po którym by nie płakała kobieta.

Tajemnica Baskervillów (ten tytuł brzmi zdecydowanie lepiej, jak dla mnie) wywoływała u mnie ten przyjemny dreszczyk emocji, kiedy coś, co pewnie po czasie okaże się oczywiste, w momencie czytania o tym, jest zagadką, której nie potrafisz rozwiązać i kroczysz we mgle po trzęsawiskach, a twój puls dawno przekroczył dopuszczalne normy. Myślę, że Doyle zastosował również chwyt horrorowy, gdzie obawiasz się czy zza zakrętu nie wyskoczy ci jakiś duch, krzycząc w twarz „BU!”. Brrr!

Historię opowiada nam Watson, trochę takie popychadło Sherlocka (gdzie Holmes nie może, tam Watsona pośle), jednak dobry i przenikliwy obserwator, może chwilami nieco naiwny (Hastings też taki bywa, więc to chyba przypadłość druhów wielkich wybitnych gwiazdorów wśród detektywów 😉 ). Jest zagadka śmierci Karola, na kolejne życie ktoś czyha, a w malowniczej scenerii Devonshire grasuje legendarny pies, który jest przekleństwem rodu Baskervillów. Piękne kobiety, majątki do przejęcia w spadku, pamiątkowy obraz przodków, groźni przestępcy ukrywający się na bagnach, nietypowy mieszkaniec jaskini i zapach jaśminu, to tylko namiastka tego, co spotkamy krocząc tropem niezwykłe zagadki, którą oczywiście bez problemu rozwiązał nasz przenikliwy i niezastąpiony detektyw Holmes.

Jedną z wad Sherlocka Holmesa — jeśli można to nazwać wadą — jest skrytość. Nie zwykł wyjawiać swoich planów nikomu, aż do ostatniej chwili. Jest to wynikiem jego natury despotycznej i samodzielnej, ale i próżności po trosze. Lubi wprowadzać w zdumienie i zachwyt nad swym geniuszem wywiadowczym. Zresztą ta skrytość płynie może i z ostrożności, która nie pozwala mu wypowiadać się przed nikim. Bądź co bądź, jest to przykre dla otoczenia.

Pies Baskervillów to była niewątpliwa gratka dla czytelnika, a dla miłośnika kryminałów prawdziwy deser z wisienką na torcie. Przetarłam szlaki, więc jeszcze niejedna sherlockowska zagadka przede mną.

Jedna jaskółka wiosny nie czyni, więc mały Belg zdecydowanie nie musi obawiać się o strącenie z piedestału mojej sympatii. 😉

  • Jego przygody wciąż przede mną, ale mam nadzieję, że te upały i mi pomogą się wreszcie z nim zapoznać 😉
    Pozdrawiam!

    • Stworek vel Oka

      Życzę Ci samych przyjemności w odkrywaniu rozwiązań spraw, do których zagoniono Holmesa. 🙂 Pozdrawiam serdecznie 🙂

  • Sherlocku! Nadciągam! 😀 już strasznie długo zabieram się do tego pana, więc może niedługo, skoro wkraczam w kryminały, wyciągnę po niego chciwą łapę 😀 i stokrotne dzięki za podanie tej ciekawej i wspaniałej strony!

    • Stworek vel Oka

      Na pewno Sherlock byłby rad, gdyby poznał Ciebie. 😉 Twoje recenzje na pewno byłyby skutecznym tropem do wyeliminowania gniotów z rynku czytelniczego. 😛
      Także ruszaj na przygodę. 🙂 A wolnelektury.pl są skarbnicą wielu wybitnych dzieł, warto tam zaglądać i czytać! 🙂

  • Mam na swojej półce zbiorowe wydanie przygód Sherlocka. Łącznie w 3 tomach może ponad 2 tysiące stron:-) Planuję kiedyś przeczytać, ale muszę mieć wenę. Trochę odstrasza mnie archaiczny język opowiadań. Tobie to nie przeszkadzało? pozdrawiam :-))

    • Stworek vel Oka

      Przede mną „Księga wszystkich dokonań”, więc dla kurażu na pierwszy ogień poszedł „Pies” (to zdanie brzmi strasznie, wiem :P). Jeśli chodzi o język, to zupełnie mi nie przeszkadzał, wręcz dodawał uroku, pozwalając się przenieść do czasów, gdzie takie sformułowania były na porządku dziennym. 🙂 Nie było to męczące, może dlatego, że tak dobrze zbudowana była fabuła. Zobaczymy czy dam radę na dłuższą metę… 😉

  • Zainspirowałaś mnie, bo i ja (jakimś tajemniczym łukiem) omijałam pana Sherlocka. Miałam, co prawda, jakiś epizod z anglojęzycznym krótkim opowiadaniem, ale to nie to samo. A skoro obok Sherlocka Holmesa jest też taki bohater, jak Watson, to inspiracja do przeczytania wzrosła o kilka procent 🙂

    • Stworek vel Oka

      Zastanawiam się skąd to się bierze, bo ja również tak do tego Sherlocka podchodziłam jak pies do jeża. Może to wynika z tej jego rozdmuchanej popularności, która ostatnimi czasy wzrosła dzięki serialowi? Warto jednak poznać, zwłaszcza literackie oblicze, żeby móc zorientować się, które wcielenie detektywa nam odpowiada (np. Poirot według mnie jest lepszy na małym ekranie i David Suchet znakomicie oddał charakter małego Belga :)). Ciekawa jestem, który Sherlock Ciebie usatysfakcjonuje. 😉