Wsi spokojna, wsi (nie)szczęśliwa, czyli zgiełk Hardy’ego

Thomas Hardy „Z dala od zgiełku”

Ilekoć nakreślimy sobie nową linię postępowania, musimy zawsze zwalczać stan pewnego bezwładu, nie tyle może w nas samych, ile w określonych zdarzeniach, które zdają się niejako sprzysięgać po to, żeby nam przeszkodzić w dążeniu do poprawy naszego losu.

Dałam się spakować w podróż, z dala od zgiełku, gdzie wśród roju pszczół, rwących potoków, falujących urodzajnych pól skropionych potem pracujących na roli chłopów, rodzą się nie tylko jagnięta, ale przede wszystkim ludzkie marzenia i namiętności. Hardy moimi emocjami miotał tak, jak Hulk Lockim, a ja nie mogłam się oderwać od tej barwnej lektury, pozwalając plastycznym opisom rajcować w mojej wyobraźni.

Batseba, Gabriel, pan Boldwood i sierżant Troy zostali świetnie przedstawieni, a z racji nurtu wyznawanego przez Thomasa Hardego (naturalizm), ukazani zostali nie tylko z każdym pieprzykiem, ale przede wszystkim ze wszystkimi przywarami, które na przestrzeni czasu wychodziły na wierzch. Nawet wieśniacy i ich plotkarska natura były do tego stopnia prawdziwe, że Józek i piwowar denerwowali mnie, kiedy pletli swoje zawoalowane opowieści.

I tak oto Batseba, piękna, czarnowłosa, próżna i pusta dwudziestolatka, staje się królową męskich serc i swoistą heroiną, depcząc je i łamiąc swoimi kaprysami. Wszystko jej się należy, nie chce zobowiązań, chce być panią sama sobie. Lecz i na nią przychodzi kryska…

– Ach- odpowiedziała, przy czym jej na ogół chłodny głos lekko zadrżał – jeżeli pan choć w połowie umie tak zwycięsko walczyć bronią jak językiem, to rana zadana pańskim bagnetem może być przyjemna.

Gabriel, dwudziestoośmioletni farmer, w większości zajmujący się trzodą owiec, od początku wzbudzał moją sympatię (mam słabość do nieśmiałych ;)). Mądry facet, choć magnes Batseby i jego przyciągał. Niestety wizualnie nie miał zbyt wiele do zaoferowania…

Uroda Gabriela była czymś tak pośrednim między pięknością świętego Jana i brzydotą Judasza Iskarioty przedstawionych na witrażu kościoła, do którego uczęszczał, że ani jeden rys jego twarzy nie był godny ani uwagi, ani wyróżnienia.

O dwóch pozostałych kawalerach nie będę rozpisywać się dużo, bo ich nie polubiłam. 😉 Boldwood był starym zgnuśniałym prykiem (lat czterdzieści jeden), który musiał dostać walentynkę, żeby dostrzegł atrakcyjną kobietę (najwyraźniej wcześniej widział tylko kury, gęsi i owce). Jego uczucie było wręcz obsesyjne, a dziwactwo przez lata uśpione samotnością, wypełzło wkrótce prowadzone na sznurze beznadziejnej miłości. Troy zaś, to kawał ch… chuligana. Pod piękną buźką krył się przebiegły, krętacki, fałszywy lis, łasy na kobiece sakiewki i żerujący na emocjach, które wzbudzał w paniach (jak się okazało stały w uczuciach, nie tylko do samego siebie). Nie mniej jednak obydwaj wyżej wymienieni kawalerzy wprowadzały smaczek do historii utkanej przez autora.

Nawet najcenniejsze dary ofiarowane z najczystszej miłości nie są niczym więcej jak dogadzaniem samemu sobie, a nie świadczą bynajmniej o wspaniałomyślności ofiarodawcy.

Od dawna nie czułam niepewności podczas czytania obyczajówki. Tak zręcznie plątane były losy bohaterów, że nie byłam pewna, jaki będzie finał całej historii Batseby i czy moje pobożne życzenia zostaną spełnione (sporo miałam tych życzeń :P). Język, chwilami archaiczny, wymagał skupienia, opisy momentami się dłużyły (zwłaszcza podczas męskich pogaduch w knajpie, gdzie przesiadywał irytujący Józek Poorgrass 😛 lub podczas wycieczek astronomicznych). Bardzo pomocne okazywały się wyjaśnienia niektórych nazw, czy to postaci mitologicznych, czy też biblijnych, nie napotkałam żadnej literówki (co ostatnio często mi się zdarza w książkach innych wydawnictw). Duży plus, zdecydowanie.

Było to moje pierwsze, jakże udane, spotkanie z twórczością Thomasa Hardy’ego (który słynie przede wszystkim z powieści „Tess d’Uberwilles”). Jestem bardzo ciekawa ekranizacji, której kadr widniał na okładce mojej książki. Czy udało się uchwycić ten skrupulatnie utkany przez autora wiejski świat, gdzie niespiesznie przechadzałam się przez te kilka dni (w książce nawet lata), specjalnie pozbywając się pośpiechu, rozkoszując się pięknem otaczającej mnie przyrody? Czy udało się nakreślić tak wyraziste postacie, które umieją chwycić za serce lub poszarpać nerwy czytelnika? Będę się musiała przekonać, bo Hardemu wyszło to znakomicie. 🙂


 

Książkę wygrałam w konkursie organizowanym przez panią Renatę

(autorka bloga Poczytaj Przeczytaj).

Raz jeszcze serdecznie za nią dziękuję. 🙂

  • Też ją mam na liście do przeczytania i czekałam na nadchodzące recenzje. Twoja zdecydowanie zachęca.

    • Stworek vel Oka

      Dziękuję. 🙂 Jestem bardzo ciekawa, czy i Tobie przypadnie do gustu. 🙂

  • Bardzo nagłaśniania książka i film, a twoja recenzja wręcz woła do mnie, żebyś sprezentowała sobie taką książeczkę! Zaciekawiłaś mnie niepomiernie, Stworku! A tu funduszy brak!

    • Stworek vel Oka

      Masz za swoje! 😛 To zemsta za Twoje kuszenie w recenzjach! 😉

    • O ty! Niedobra!

  • Brzmi bardzo interesująco zatem dopisuję do listy. Dziekuje

    • Stworek vel Oka

      Podobno to klasyka, więc tym bardziej polecam. 🙂 Serdecznie pozdrawiam i życzę czasu na zaczytanie. 🙂

  • Ja jestem w trakcie czytania więc opinia spokojnie (bo jak inaczej może być wśród pól i stada owieczek) się wyrabia. Ale skoro nawiązałaś do „Tess d’Uberwilles” to gorąco polecam, mnie szczerze urzekła, tam również Hardy nawiązał do angielskiej wsi i wracałam kilkakrotnie do tej historii poprzez równie znane ekranizacje („Tess” z 1979 reżyserii Polańskiego).

    • Stworek vel Oka

      Dziękuję za polecenie. 🙂 Zdecydowanie mam ją w planach! 🙂 Oglądałam póki co wytwór BBC, ale po lekturze „Zgiełku” stwierdzam, że mój „romans” z Hardym nie był jednorazowy. 🙂

  • Hmm… Ty chyba sama powinnaś napisać jakąś powieść! Będę pierwsza, która ją kupi! Słowo harcerza! Siedzę przed monitorem i uśmiecham się do niego, ktoś z boku pomyśli, że mi odbiło, serio ;p
    Tytuł dodaję do listy, lubię obyczajówki i też mam słabość do nieśmiałych kawalerów, no i ta pusta, próżna dziewiętnastolatka mnie intryguje 😉 Pozdrawiam 🙂

    • Stworek vel Oka

      Oj, ja to się zdecydowanie nie nadaję na pisarkę. 😉 Prędzej napiszę dziecięcą rymowankę, niż jakąś ambitną prozę. 😛 Dziękuję za miłe słowa, a lekturę polecam. 🙂

  • Gdy widziałam tę książkę z zapowiedziach, nie zwracałam na nią większej uwagi. Po raz kolejny przekonuję się, jak wiele traciłam.

    • Stworek vel Oka

      Może jeszcze nie jest za późno, żeby to nadrobić? 😉 Życzę zaczytania! 🙂

  • Uśmiałam się setnie czytając Twoją recenzję! Miałam podobne odczucia co do postaci i stylu pisania 🙂